Sytuacje z work and travel, które szczególnie zapamiętałam


Program work and travel to świetna przygoda. W dużej mierze to czy będziecie z niego zadowoleni, zależy od organizacji i spotkanych ludzi na miejscu. Ja na pewno nie byłam szczęśliwa ze swojego pobytu w stu procentach. Jednak szczególnie wspominam parę śmiesznych sytuacji. Oto one!


#1 Zaspanie do pracy
To był mój pierwszy i jedyny raz. Mniej więcej w połowie trwania programu work and travel dopadło mnie totalne zmęczenie. Trafił mi się tygodniowy grafik na same poranne zmiany zaczynające się od 5:30. W pewnym momencie mój organizm nie wytrzymał. Po prostu wyłączyłam budzik i poszłam sobie dalej smacznie spać. Na szczęście, około piątej obudziła mnie koleżanka, więc miałam szansę dostać się na prom przed jego wypłynięciem z portu. Potrzebowałam chwili na przetrawienie informacji o zaspaniu i o tym, że w tym momncie powinnam wyjeżdżać z garażu na rowerze. Umyłam zęby, założyłam pracowniczy uniform i wsiadłam na rower. Jeszcze nigdy tak szybko nie pędziłam do pracy 😉 Oczywiście wtedy chciało mi się bardziej płakać niż śmiać, ale wspominając to teraz myślę, że musiałam wyglądać komicznie na moim pojeździe. Dotarłam na pokład o 5:47, w międzyczasie moja przełożona już do mnie wydzwaniała.

#2 Obawa przed „tajemniczym klientem”
Od początku mojej pracy, wmawiano nam, że nie możemy brać napiwków. Szefowie zasłaniali się tym, że nasza posada to nie ‚kelner’, więc jeśli będziemy łamali prawo to nas deportują. Po pewnym czasie nauczyłam się jednak z kim można wystawiać kubek, a z kim nie. Amerykanie są bardzo hojni i nawet bez ‚słoika’ chcieli nagrodzić nas za ciężką pracę. Nagle bezwzględnie zakazano przyjmowania dodatkowych pieniędzy. Ostrzeżono nas, że na statkach będą obecni tajemniczy klienci, których zadaniem będzie sprawdzenie czy bierzemy napiwki. Oczywiście nikogo takiego nie było, a studenci z Bałkanów nadal wystawiali kubki. Cała afera napiwkowa była powiązana też z tym, że firma dla której pracowaliśmy, stworzyła własne skrzynki na donacje (nie wiadomo na co dokładnie szły pieniądze). Stały one przy każdej kasie i to tam klienci mieli wrzucać nasze napiwki. My wystawiając kubki na pieniądze robiliśmy konkurencję dla skrzynek, co bardzo nie podobało się szefowi…

#3 – Kawa z mlekiem czy śmietanką?
     – Tak.
Taka wymiana zdań często nam się przytrafiała. Amerykanie nie raz sprawiali, że chcieliśmy zaśmiać im się w twarz, ale niestety nie mogliśmy.

#4 Cenne znalezisko
Pod koniec mojego okresu pracy w USA, ja i dwóch innych pracowników znaleźliśmy coś niespodziewanego pod ladą. Było to w czasie trwającego zakazu przyjmowania napiwków oraz obecności domniemanych tajemniczych klientów. Kolega znalazł za kasą, w miejscu gdzie kiedyś chowaliśmy nasze łupy, kubek wypchany po brzegi jednodolarówkami. Chcieliśmy być uczciwi i zrobiliśmy małe rozeznanie, czy pieniądze nie należą do znajomych z poprzedniej zmiany, ale żadne z nich się nie przyznało do zbierania napiwków. Oznaczało to, że kubek musiał tam leżeć od paru dobrych zmian. I tak oto, pod koniec dnia każdy z naszej trójki zgarnął ponad $30.

#5 Piwem po twarzy
Na promach oprócz jedzenia serwowaliśmy również alkohol. Piwo cieszyło się największym powodzeniem i nie raz podczas jednej zmiany musieliśmy wielokrotnie zmieniać kegi. Pamiętam jeden dzień, kiedy zdarzyło mi się to aż trzy razy. Nalewając piwo klientowi nagle resztki piwa i piany lądują na mojej koszuli, twarzy i ścianie.

Work and travel w USA
Mój (nie)typowy dzień z pracy podczas programu work and travel opisałam w poście Dzień z pracy w USA.